Nieświadomość jako świadomy wybór
Analiza przypadku Pana Wojciecha z Krakowa, który postanowił… nie wiedzieć
W świecie, w którym dostęp do informacji jest niemal nieograniczony, a „świadomość” stała się jedną z najbardziej pożądanych cech współczesnego człowieka, pojawia się jednostka, która idzie pod prąd.
Pan Wojciech z Krakowa.
Człowiek, który — jak sam twierdzi — świadomie wybiera nieświadomość.
„Ja po prostu wolę nie wiedzieć”
Spotykamy się w kawiarni. Pan Wojciech zamawia kawę i od razu zaznacza:
„Nie interesuje mnie, ile ma kofeiny. Działa? Działa. To wystarczy.”
To nie jest jednorazowa postawa.
Pan Wojciech:
- nie sprawdza wiadomości,
- nie analizuje składu produktów,
- nie interesuje się polityką,
- nie czyta opinii przed zakupem.
Zapytany, dlaczego, odpowiada spokojnie:
„Bo mogę.”
Nieświadomość jako strategia życiowa
Na pierwszy rzut oka może się to wydawać lenistwem lub ucieczką od rzeczywistości.
Ale w przypadku Pana Wojciecha mamy do czynienia z czymś bardziej uporządkowanym.
To nie brak wiedzy.
To selektywna rezygnacja z wiedzy.
Jak sam tłumaczy:
„Nie da się wiedzieć wszystkiego. Więc wybieram, czego nie chcę wiedzieć. I tego się trzymam.”
Lista rzeczy, których Pan Wojciech nie chce wiedzieć
Podczas rozmowy powstaje nieoficjalna lista:
- szczegóły globalnych kryzysów („i tak ich nie rozwiążę”),
- opinie ludzi w internecie („za dużo chaosu”),
- potencjalne negatywne scenariusze („po co się martwić na zapas?”),
- wyniki badań, jeśli „czuje się dobrze” (ten punkt wzbudza lekkie napięcie wśród obserwatorów).
Czy to jeszcze ignorancja, czy już filozofia?
Granica jest cienka.
Z jednej strony:
- brak wiedzy może prowadzić do błędów,
- ignorowanie faktów może mieć realne konsekwencje,
- świat nie przestaje istnieć tylko dlatego, że ktoś o nim nie myśli.
Z drugiej:
- nadmiar informacji prowadzi do paraliżu decyzyjnego,
- ciągła analiza zwiększa stres,
- świadomość wszystkiego niekoniecznie poprawia jakość życia.
Pan Wojciech zdaje się rozumieć tę równowagę — przynajmniej według własnych zasad.
Eksperyment: dzień pełnej świadomości
Na potrzeby analizy zaproponowano Panu Wojciechowi eksperyment:
Jeden dzień pełnej świadomości:
- sprawdzanie informacji,
- analizowanie decyzji,
- czytanie składów, opinii i wiadomości.
Efekt?
Po 6 godzinach padło zdanie:
„To jest nie do wytrzymania.”
Eksperyment zakończono przedwcześnie.
Ekspercki komentarz
„To interesujący przypadek kontroli poznawczej przez ograniczenie bodźców” – mówi dr hab. Elżbieta Cognitiva z Ośrodka Badań nad Przeciążeniem Informacyjnym.
„Nieświadomość w tym kontekście nie jest brakiem — jest filtrem.”
Ciemna strona niewiedzy
Nie wszystko jednak wygląda tak dobrze.
Selektywna nieświadomość może prowadzić do:
- ignorowania realnych problemów,
- unikania odpowiedzialności,
- budowania zbyt uproszczonego obrazu świata.
Krótko mówiąc: można przypadkiem „wyciąć” rzeczy, które jednak warto wiedzieć.
Więc czy Pan Wojciech ma rację?
Częściowo.
Jego podejście działa, bo:
- jest świadome,
- ma granice (choć nie zawsze jasne),
- służy konkretnemu celowi — spokoju.
Ale jest też ryzykowne.
Bo łatwo przesunąć granicę z: „nie chcę wiedzieć wszystkiego”
do:
„nie chcę wiedzieć niczego, co jest niewygodne”.
Podsumowanie
Nieświadomość jako świadomy wybór to nie paradoks.
To strategia.
Pytanie tylko, czy:
- ty kontrolujesz to, czego nie wiesz,
czy
- to, czego nie wiesz, zaczyna kontrolować ciebie.
Pan Wojciech kończy kawę i mówi na odchodne:
„Gdybym miał wiedzieć wszystko, chyba bym zwariował.”
Po czym nie sprawdza rachunku i wychodzi.
Nie wiadomo, czy zapłacił.
I — zgodnie z jego filozofią — może lepiej tego nie sprawdzać.



