Dzień Kanapki – nostalgiczna opowieść o chlebie, wspomnieniach i samotności

Kanapka. Najprostszy z posiłków, a zarazem najbardziej intymny. Dwa kawałki chleba, trochę masła, może plasterek sera albo szynki – i już. Ale w tych kilku składnikach potrafi się zmieścić całe życie.

Pamiętasz tę kanapkę do szkoły? Tę, którą mama pakowała w woreczek śniadaniowy i wkładała do plecaka między zeszyt a piórnik? Miała nadzieję, że zjesz wszystko, a ty – wstydziłeś się wyjąć ją na przerwie. Bo przecież jedzenie w szkole było obciachem. Zwłaszcza wtedy, gdy nie byłeś lubiany. Czasem ktoś zauważył, czasem ktoś wyśmiał. Kanapka z pasztetem wytrącona z ręki, upadła na ziemię i już nie była kanapką, tylko powodem do żartu. A ty – już nie byłeś sobą, tylko „Pasztetem”.

Ale kanapka potrafiła też być wiernym towarzyszem. Gdy nikogo nie było, gdy wolałeś iść sam – przed siebie, byle dalej od ludzi i ich słów. Tylko ty, cisza i ta kanapka w kieszeni. Czasem trochę zgnieciona, z ciepłym serem roztopionym od dłoni, czasem sucha jak dzień bez nadziei. Przerywałeś marsz, siadałeś gdzieś na przystanku, na krawężniku, pod drzewem. I jadłeś. A w tej chwili zwyczajnego gryzienia było coś pocieszającego – coś, co mówiło: jeszcze jesteś, jeszcze możesz iść dalej.

Smak dzieciństwa to właśnie smak kanapki. Z ulubionym serem, z szynką, z czymkolwiek, co w tamtym domu pachniało spokojem. To zapach poranka, kuchni i głosu mamy: „zjedz wszystkie, dobrze?”. To wspomnienie bliskich, których już nie ma. I ta świadomość, że w tamtym prostym geście – w smarowaniu masła i układaniu sera – było więcej miłości niż w tysiącu słów.

Dziś, 3 listopada, obchodzimy Dzień Kanapki. Śmieszne święto? Być może. Ale może warto się zatrzymać. Usiąść. Zrobić sobie kanapkę – taką jak kiedyś – i zjeść ją powoli, jakby to był powrót do dawnych lat.

Kiedyś ktoś w popularnym programie „Familiada” na pytanie o przedmiot szkolny, który najmniej przydaje się w życiu, odpowiedział: kanapka. Internet długo się z tego śmiał. A dziś? Może właśnie kanapka przydaje się najbardziej – nie w nauce, lecz w pamiętaniu. Bo wystarczy jeden kęs, żeby wrócić do świata, który już dawno przestał istnieć.