Dramat na porcelanowym froncie: ile razy można podcierać d…?

Inowrocław. Poniedziałkowy poranek, 7:42. Pan Zenon, 53-letni pracownik magazynu, zrywa się z łóżka po zbyt długim drzemaniu. Czas nagli. W kuchni na blacie stygnie niedopita wczorajsza herbata, w łazience zaś — czeka kibel, który tego dnia stanie się areną jednej z najbardziej desperackich bitew w historii lokalnej kanalizacji.

Zenon siada. W zasadzie jest już spóźniony. Nie ma czasu na refleksję — liczy się szybkość. Jednak to, co miało być rutynową czynnością, przeradza się w horror. Każdy kolejny ruch papierem ujawnia, że na horyzoncie nie widać końca tej walki. Jeden, dwa, trzy… dwanaście. I jeszcze dwa. Czternaście podtarć — tyle potrzeba było, by Zenon uznał, że może ruszyć w świat z podniesionym czołem i względnie czystą dupą.

Fenomen wielokrotnego podcierania

Zdaniem specjalistów, liczba podtarć jest wypadkową kilku czynników:

konsystencji gówna (opisywanej m.in. w Bristol Stool Chart, gdzie skala rozciąga się od „bobków królika” po „zupę krem”), zawartości tłuszczu w diecie, nawodnienia, a także pozycji ciała na kiblu.
— Wielu pacjentów nie zdaje sobie sprawy, że siedzenie w pozycji prawie kucznej ułatwia całkowite wypróżnienie i zmniejsza ryzyko „niedopodtarcia” — mówi dr hab. Tomasz C., proktolog i entuzjasta ergonomii toaletowej.

Aspekt psychologiczny

Psychologowie zwracają uwagę na tzw. syndrom „jeszcze trochę”. To stan, w którym człowiek już jest gotów odłożyć papier, ale niepewność i lęk przed „niespodzianką w bieliźnie” zmuszają go do dodatkowych ruchów. — To jak sprawdzanie, czy drzwi są zamknięte. Niby wiesz, że tak, ale i tak wracasz — wyjaśnia mgr Teresa B., specjalistka od zachowań kompulsywnych.

Czy źle wytarte gówno śmierdzi?

Na to pytanie odpowiedź jest jedna i niepodważalna.
Oczywiście, że tak. Jebie niemiłosiernie.